Kiedy po raz pierwszy weszłam do klubu swingerskiego, miałam spoconą dłoń na klamce. Nie dlatego, że bałam się tego, co się wydarzy — lecz dlatego, że nie wiedziałam, co się wydarzy. Nikt tak naprawdę nie daje ci uczciwej instrukcji obsługi dotyczącej klubów libertynistycznych. Fora są albo zbyt techniczne, albo zbyt uromantycznione. Relacje ocierają się o fikcję. A same strony klubów mają tendencję do eksponowania cekinowych sukienek zamiast rzeczywistych zasad gry.
Od tamtej pory współzałożyłam Adopt1Toy — sklep poświęcony seksualności opartej na pozytywnym podejściu — i poznałam setki osób, które odwiedzają te miejsca lub chciałyby je odwiedzać. To, czym się tu dzielę, jest syntezą prawdziwych rozmów, bezpośrednich obserwacji i własnych doświadczeń. To nie fantazja. To prawdziwe życie.

Czym naprawdę są kluby swingerskie (i czym nie są)
Klub swingerski, czyli klub libertynistyczny, to prywatne miejsce, w którym wyrażający zgodę dorośli spotykają się, by nawiązywać kontakty, tańczyć i ewentualnie dzielić się doświadczeniami seksualnymi — samotnie, w parze lub w grupie. Piszę „ewentualnie”, bo to słowo zmienia wszystko: nic nie jest obowiązkowe. Można spokojnie spędzić cały wieczór, pijąc drinka, obserwując, tańcząc i wrócić do domu, nie robiąc nic więcej.
Czym kluby swingerskie NIE są:
- Miejsce prostytucji lub wykorzystywania — wszelkie aktywności odbywają się między wyrażającymi zgodę dorosłymi i nie są odpłatne
- Ciemne i obskurne miejsce — zdecydowana większość klubów dba o wystrój, higienę i atmosferę
- Zarezerwowane dla „zboczeńców” lub osób przeżywających kryzys w związku — klientela jest znacznie bardziej różnorodna, niż sugerują stereotypy
- Miejsce, w którym ktoś zmusi cię do czegokolwiek — „nie” jest święte, zawsze i wszędzie
We Francji kluby libertynistyczne są legalne, o ile są zarejestrowane jako prywatne placówki. Zazwyczaj obowiązuje w nich rygorystyczna polityka wstępu: pary mają pierwszeństwo, samotne kobiety są akceptowane, a samotni mężczyźni często trafiają na listę oczekujących lub muszą zostać poleceni — zależnie od lokalu.

Prawdziwa atmosfera: ani nieustająca orgia, ani wieczór galowy
Często spotykam się z dwoma skrajnymi wyobrażeniami na temat klubu libertynistycznego: jedni wyobrażają sobie scenę nieustającego seksualnego chaosu, inni fantazjują o scenerii filmu artystycznego, w której przez całą noc wymienia się zmysłowe spojrzenia. Prawda jest znacznie bardziej... zwyczajna — w dobrym tego słowa znaczeniu.
Większość klubów jest podzielona na odrębne strefy: strefę baru/lounge, gdzie można nawiązywać kontakty w ubraniu lub częściowo ubranym, parkiet taneczny (w zależności od lokalu muzyka house lub elektroniczna) oraz bardziej intymne przestrzenie — półprywatne sale, jacuzzi, dark roomy lub otwarte przestrzenie, zależnie od danego miejsca.
Co najbardziej zaskoczyło mnie podczas pierwszych wizyt? Poziom... zwyczajnej, swobodnej atmosfery. Ludzie śmieją się, rozmawiają o swoim tygodniu, zamawiają drinki, tańczą w gronie przyjaciół. Seksualność jest obecna, ale nie stanowi jedynego aspektu wieczoru. Kluby dla swingersów to przede wszystkim miejsca spotkań towarzyskich.
Panuje tam prawdziwe ciepło międzyludzkie. I wbrew temu, co można by sądzić, stali bywalcy nie spędzają całego czasu na „polowaniu”. Znają zasady, szanują tempo innych, a flirt jest tam często jednocześnie znacznie bardziej elegancki i bezpośredni niż w zwykłym klubie nocnym.

Dress code: ani nago, ani w garniturze i krawacie
To pytanie, które zadają mi wszyscy. A odpowiedź różni się w zależności od klubu — dlatego moja złota zasada brzmi: zawsze sprawdź na stronie klubu informacje przed przyjściem.
Ogólnie rzecz biorąc, oto najczęstsze zasady:
| Rodzaj wieczoru | Dla niej | Dla niego |
|---|---|---|
| Standardowy wieczór | Sukienka, bielizna, kombinezon | Elegancka koszula lub T-shirt, spodnie — dżinsy często niedozwolone |
| Wieczór tematyczny (lateks, biel itd.) | Strój zgodny z tematem | Strój zgodny z tematem — mężczyźni są oceniani surowiej |
| Wieczór bieliźniany / naturystyczny | Bielizna od wejścia lub obowiązkowe przejście do szatni | Slipy, bokserki lub ręcznik — zgodnie z zasadami danego lokalu |
| Klub z wyższej półki | Starannie dobrany strój wieczorowy | Elegancki garnitur lub koszula — sneakersy niedozwolone |
Osobista rada: nawet jeśli onieśmiela Cię bielizna, ubierz się dla siebie. Strój, który nosisz, powinien sprawiać, że czujesz się dobrze, a nie że się przebierasz. Widziałam kobiety w kombinezonach z odkrytymi plecami, które emanowały znacznie większą pewnością siebie niż inne, obwieszone koronką, ale czujące się niekomfortowo we własnym ciele. Pewność siebie widać.

Niepisane zasady — te, których nikt nie wywiesza przy wejściu
Wyraźne zasady (zakaz używania telefonów, szacunek dla odmowy, zazwyczaj brak nieograniczonego dostępu do alkoholu) są wywieszone we wszystkich poważnych klubach. To niepisane zasady odróżniają przyjemny wieczór od wieczoru, z którego trzeba uciekać.
Spojrzenie nie oznacza zgody
Noszenie seksownego stroju, przebywanie w klubie dla swingersów czy oglądanie sceny — żaden z tych elementów nie oznacza zaproszenia. Zgoda jest wyrażana jasno, werbalnie lub za pomocą jednoznacznego gestu. To zasada, którą stali bywalcy mają opanowaną, dzięki czemu te miejsca są znacznie bezpieczniejsze niż wiele zwykłych przestrzeni publicznych.
Nie wtrącamy się do trwającej sceny
Widzisz coś, co cię pociąga? Czekamy. Obserwujemy z pełnym szacunku dystansem. Czekamy na sygnał zaproszenia. Nigdy nie dotykamy, nie podchodzimy zbyt blisko i nie komentujemy na głos.
Para pozostaje jednością
Jeśli przychodzicie we dwoje, ustalcie wspólnie zasady przed wejściem. „Każde z nas spędza wieczór po swojemu” albo „zostajemy razem” — to rozmowa, którą należy odbyć w samochodzie, a nie w klubowej toalecie, gdy jedno z was już na coś się zgodziło. Nieporozumienia między partnerami są najczęstszym źródłem nieudanych wieczorów, jakie obserwuję w tym środowisku.
Dyskrecja to styl życia
To, co widzisz w klubie, pozostaje w klubie. Żadnych nazwisk, żadnych zdjęć, żadnego „wiesz, kogo spotkałem w sobotę wieczorem”. Stali bywalcy z zadziwiającą konsekwencją przestrzegają tej niepisanej zasady — i właśnie dlatego tak wiele „zwyczajnych” osób (lekarzy, nauczycieli, przedstawicieli handlowych, artystów) odwiedza te miejsca, nie czując się narażonymi na ujawnienie.
Odmowę przyjmuje się bez komentarza
„Nie, dziękuję” albo nawet zwykłe przeczące skinienie głową — w myślach dziękujemy, idziemy dalej i zachowujemy uśmiech. Nikt nie wymaga uzasadnienia, nie ma obrażania się ani natarczywego pytania „dlaczego”. To najlepiej przestrzegana zasada, jaką obserwowałem w dobrych klubach.

Pierwsza wizyta: jak się przygotować bez zbędnego stresu
Podsumowałem tutaj rady, których zawsze udzielam osobom odwiedzającym sklep i zwierzającym się, że to ich „pierwszy raz”.
Wybierz odpowiedni klub dla siebie
We Francji istnieją dziesiątki klubów dla swingersów i nie są one do siebie podobne. Niektóre są bardzo rozrywkowe i przyciągają młodych ludzi, inne bardziej kameralne i dyskretne, a jeszcze inne mocno koncentrują się na BDSM. Zbierz wcześniej informacje: sprawdź stronę internetową, fora dla swingersów i opinie. Zacznij od klubu z dobrą reputacją i jasno określoną polityką przyjmowania gości.
Na początek przyjdź w dzień powszedni
Czwartkowe wieczory, poza okresami dużego ruchu, są często spokojniejsze. Mniej ludzi = mniejsza presja = więcej czasu na obserwowanie, oswojenie się z atmosferą i rozmowę ze stałymi bywalcami. W weekendy bywa zwykle intensywniej.
Ustal w myślach godzinę wyjścia
Nie po to, żeby zmuszać się do zostania — lecz żeby uwolnić się od obowiązku „wykorzystania” wieczoru. Świadomość, że możesz wyjść o północy, jeśli zechcesz, zdejmuje ogromną presję. Często dopiero gdy przestajemy się do czegoś zmuszać, zaczynamy naprawdę dobrze się bawić.
Warto zabrać ze sobą
- Prezerwatywy — nawet jeśli niektóre kluby je zapewniają, dobrym nawykiem jest mieć własne
- Kieszonkowy lubrykant — szczególnie jeśli pomieszczenia są klimatyzowane (klimatyzacja wysusza, to mało glamour, ale taka jest prawda)
- Lekki zapasowy strój w szatni, jeśli przychodzisz na wieczór tematyczny
- Gotówka na konsumpcję — wiele klubów nie akceptuje kart płatniczych, aby zachować anonimowość
Spotykane profile (znacznie bardziej różnorodne, niż się wydaje)
Jednym z najbardziej utrwalonych wyobrażeń na temat klubów dla swingersów jest obraz pogrążonej w kryzysie pary po czterdziestce, która szuka sposobu na „urozmaicenie” związku. W rzeczywistości klientela jest tak różnorodna, że naprawdę uznałam to za niezwykle radosne odkrycie.
Spotkasz pary, które są razem od dziesięciu lat i od dawna włączyły otwartą seksualność do swojej codzienności. Samotne kobiety, które przychodzą potańczyć i zobaczyć, czy nawiąże się jakaś znajomość, bez konkretnego planu. Dyskretnych samotnych mężczyzn czekających na zaproszenie. Trójki przyjaciół. Pary queer. Ciekawskich, którzy przychodzą po raz pierwszy i wychodzą, nie robiąc nic poza wypiciem mojito — i to jest całkowicie w porządku.
Co łączy te osoby? Pewna dojrzałość w podejściu do seksualności. Nie udajemy, że pożądanie nie istnieje. Nie uczestniczymy w społecznej grze pozorów typowej dla „zwykłego” wieczoru, podczas którego wszyscy udają, że na siebie nie patrzą. Na swój sposób to odprężające.

Czego kluby dla swingersów nauczyły mnie o pożądaniu
Powiem ci coś, co może zaskoczyć, jeśli wychodzi od założycielki sklepu z gadżetami erotycznymi: kluby dla swingersów nie zawsze są miejscem, w którym przeżywa się najbardziej intensywne doświadczenia. Czasem to oczekiwanie na wieczór — wspólnie wybrana bielizna, rozmowa w samochodzie, rytuał przygotowań — stanowi istotę przyjemności.
To, co zauważyłam u osób, które dobrze czują się w tych miejscach, to umiejętność oddzielenia pragnienia od obowiązku. Chodzi się tam, żeby zobaczyć. Poczuć. Zetknąć się ze wspólną energią. Nie po to, żeby odhaczyć punkt na liście. I właśnie ta wolność — wolność, by nic nie robić, obserwować, wrócić z pustymi rękami, jeśli nic się nie wydarzy — ostatecznie sprawia, że te miejsca są dla wielu tak atrakcyjne.
Jeśli myślisz o tym, żeby tam pójść, powiedziałabym ci po prostu: idź z jasnym wyobrażeniem tego, co ty chcesz z tego wynieść. Nie tego, czego oczekuje druga osoba. Nie tego, co opisują fora. Tego, co ty, gdzieś w głębi siebie, czujesz jako ciekawość lub pragnienie. To właśnie taki punkt wyjścia zawsze prowadzi do najlepszych wieczorów.
Komentarze: 0